Kategorie: Wszystkie | IO Pekin | Kolarstwo | Lance Armstrong | Tour de France
RSS
piątek, 10 lipca 2009

Jak dotąd tegoroczny Tour uważam za najlepszy od roku 2004. Na pewno w jakimś sensie spowodował to powrót Lance’a Armstronga, który nie tylko miesza w peletonie, ale również w swojej grupie. Co może się wydarzyć na dzisiejszym, pierwszym górskim etapie? Mam nadzieję, że wydarzy się wiele, a ilość możliwych scenariuszy jest bliska liczbie kilometrów do przejechania podczas TdF. I właściwie tylko jedno jest pewne na 99,9% - to że pod dzisiejszym etapie Fabian Cancellara będzie musiał pożegnać się z le maillot jaune.

Profil dzisiejszego etapu:

Profil dzisiejszego etapu

Pierwsze góry, pierwsze wielkie emocje (choć i drużynowej czasówce nic nie można zarzucić), co zrobią faworyci, jak się zachowają, kto zaatakuje, kto „pęknie”, poniżej moje przypuszczenia.

Contador, czy Księgowy zaatakuje Szefa

Alberto Contador gotowy do ataku

Być może ten Tour uratowała właśnie ta jedna sekunda z drużynowej jazdy na czas, której zabrakło Armstrongowi żeby odebrać żółtą koszulkę Fabianowi Cancellarzre. Contador sam powiedział, że nigdy nie odważyłby się zaatakować lidera wyścigu z własnej drużyny. A czy zaatakuje dzisiaj? Myślę, że zaatakuje i moim zdaniem jest największym faworytem do zwycięstwa etapowego. Powstaje pytanie, czy będzie miał na taki atak zgodę Johana Bruyneela, dyrektora Astany? Moim zdaniem takiej zgody mieć nie będzie. Czy zaatakuje mimo to? Na to pytanie odpowiedź zna na razie tylko Alberto.

Armstrong, czyli Wielki Znak Zapytania

Lance Armstrong, czyli Wielka Niewiadoma

Wyobraźmy sobie taką scenę: podjazd pod Arcalis, ok. siedmiu kilometrów do szczytu, na placu boju pozostała już tylko mała grupka najmocniejszych kolarzy i nagle z niej wyskakuje Contador, staje na pedałach, zyskuję przewagę kilku metrów i..... No właśnie, i co? Pierwszym podstawowym pytaniem, jest to czy Armstrong jest w stanie ścigać się w górach z najlepszymi? Wygląda na dobrze przygotowanego, poza tym ma coś, czego chyba brakuje Contadorowi (wystarczy przypomnieć sobie przedostatni etap tegorocznego wyścigu Paryż-Nicea, na którym w skutek braku doświadczenia przegrał wyścig i co skrzętnie wytknął mu Armstrong), czyli ogromne doświadczenie. A jak powiedział Edmund Burke, kolarski fizjolog: „Trening w 90% ma charakter fizyczny i w 10% psychiczny. Natomiast ściganie się jest w 90% psychiczne, a jedynie w 10% fizyczne”. Siłą psychiczną, determinacją i ambicją „Szeryf z Teksasu” bije na głowę wszystkich kolarzy z peletonu. Czy to wystarczy na będącego w doskonałej formie Contadora? Czy Armstrong nadal jest w stanie pokonywać podjazdy z tą nieprawdopodobną kadencją, która zapewniła mu siedem tryumfów w Wielkiej Pętli?

Carlos „Musi Zaatakować” Sastre

Stare kolarskie porzekadło mówi: „W pierwszym tygodniu nie można wygrać Tour de France, ale na pewno można go przegrać”. Jeżeli obrońca tytułu sprzed roku, Hiszpan Carlos Sastre, nie chce się znaleźć w grupie kolarzy którzy już przegrali wyścig, na podjeździe pod Arcalis musi zaatakować. Aktualnie traci 2 minuty i 44 sekundy do Armstronga, niewiele mniej do Contadora. Sastre to wspaniały góral, jeżeli marzy o kolejnym zwycięstwie w Wielkiej Pętli musi atakować na każdym górskim odcinku. Jego atak jest pewny, prawie tak jak Contadora. A może tajne porozumienie hiszpańskich kolarzy nie jest tylko dziennikarską plotką? Może na Arcalis będę chcieli przede wszystkim zgubić Armstronga, a kwestię zwycięstwa w klasyfikacji generalnej rozstrzygnąć na kolejnych górskich odcinkach?

Czarne i Zielone Konie

Bracia Schleck

Do tej grupy zaliczam przede wszystkim braci Schlecków z CSC oraz zieloną dwójkę z Liquigasu – Romana Kreuzigera i Franco Pelizzottiego. Wiadomo, że w przypadku braci Schlecków nie ma mowy o konflikcie interesów. Liderem drużyny zostanie ten, który lepiej spisze się na dzisiejszym etapie. Żaden z Zielonych nie liczy raczej na zwycięstwo w końcowej klasyfikacji, ale dla każdego z nich zwycięstwo na tak trudnym etapie byłoby wspaniałym sukcesem.

Przegrani faworyci

Mam tu na myśli przede wszystkim Denisa Mienszowa i Cadela Evansa. Ich straty do lidera wynoszą odpowiednio 4:54 i 2:59. Znając ich defensywny styl jazdy i kompletny brak przyspieszenia na podjazdach, ciężko będzie im te straty odrobić.

Podsumowanie:

Faworyt Etapu – Alberto Contador (Astana)

Przegrany Etapu – Cadel Evans (Silence Lotto)

Czarny Koń – Roman Kreuziger (Liquigas)

Niewiadoma – ARMSTRONG!

Odpowiedzi na wszystkie postawione wyżej pytania poznamy już za kilka godzin. Transmisja w Eurosporcie od 13:50, na którą serdecznie zapraszam, bo jak zwykle redaktorzy Jaroński & Wyrzykowski idealnie trafili z formą na Tour de France :-)

10:14, alberto.contador , Tour de France
Link Komentarze (2) »
niedziela, 14 września 2008
Nagle, okazało się, że kolarscy kibice niezwykle dużo zawdzięczają Christianowi Prudhomme’owi i jego kolegom z ASO. Gdyby nie ich konsekwentna postawa w utrzymaniu swojej decyzji w sprawie nie zapraszania Astany na tegoroczny Tour, to prawdopodobnie nie doczekalibyśmy się pierwszego od ćwierćwiecza zwycięzcy trzech Wielkich Tourów. Gdyby Alberto Contador i jego drużyna zostali zaproszeni na Tour de France, to właśnie ta impreza stałaby się dla niego głównym celem sezonu. W ramach przygotowań nie wystartowałby przecież w Giro, a po zakończeniu najważniejszego wyścigu sezonu, nie ścigałby się w Hiszpanii. A tak cierpiąc nie za swoje winy, Contador prawdopodobnie wejdzie do panteonu kolarskich sław, którzy wygrali wszystkie Wielkie Toury. Znajdzie się tam w doborowym towarzystwie wraz z Eddy’m Merckxem, Bernardem Hinault, Jacques Anquetilem i Felice Gimondim.

Alberto Contador

Oczywiście do zakończenia Vuelty pozostał jeszcze tydzień. Contador prowadzi w klasyfikacji generalnej z przewagą 1:07 minuty nad kolegą klubowym, Levi Leipheimerem i trzech minut nad tegorocznym zwycięzcą TdF – Carlosem Sastre. Dzisiaj ostatni górski etap ze startu wspólnego, pozostanie jeszcze górska czasówka na przedostatnim etapie. Sądząc po formie jaką wczoraj na podjeździe pod Alto de L'Angliru zaprezentował Contador, trudno się spodziewać żeby nie dowiózł Złotej Koszulki do Madrytu. Właściwie tylko straszny pech (np. kraksa) lub wyjątkowy dzień słabości, może spowodować że hiszpański kolarz nie wejdzie do elitarnego grona.
12:03, alberto.contador , Kolarstwo
Link Komentarze (1) »
piątek, 12 września 2008
„Chcę umrzeć w wieku stu lat z amerykańską flagą na plecach i gwiazdą Teksasu na kasku, z okrzykiem radości na ustach, sunąc na rowerze stromą alpejską drogą z szybkością 120 kilometrów na godzinę. Chcę jeszcze raz przejechać linię mety i zobaczyć moją pełną wigoru żonę i dziesięcioro moich dzieci, klaszczących na mój widok. Chcę położyć się na słynnym francuskim polu słoneczników i tam z poczuciem spełnienia oddać ducha.”

„Mój powrót do życia” Lance Armstrong, Sally Jenkins

Ciągnie wilka do lasu. Starego wilka. Który za wszelką cenę będzie chciał udowodnić, że czasy jego panowania w lesie jeszcze nie minęły. Pozwolił po prostu wyhasać się młodym wilczkom, a teraz wraca jeszcze raz zaprowadzić porządek.

A teraz już mniej metaforycznie... Po pierwsze, nadal nie do końca wierzę w powrót Armstronga. Wiadomo - wywiady, oficjalne potwierdzenia i zapewnienia, ale gdzieś w głowie mam obraz Armstronga, który za dwa tygodnie wyskoczy w jakimś telewizyjnym talk-show, z bukietem kwiatów i krzyknie: „MAM WAS!”. A my zostaniemy z wyrazem twarzy przypominającym twarz Jana Ullricha na L’Alpe d’Heuz w 2001 roku...

Po drugie, co się stanie jeśli Armstrong wygra Tour de France w przyszłym roku po raz ósmy? Nic szczególnego – będzie to po prostu największy sportowy powrót wszech czasów. Albo przynajmniej jeden z największych. Porównywalny jedynie z powrotem Michaela Jordana w 1995 roku. A może wygra po raz dziewiąty, dziesiąty...

Po trzecie, a co się stanie jeśli Lance Touru nie wygra? Jeśli na jakimś alpejskim czy pirenejskim podjeździe nie będzie już w stanie kręcić z tą niesamowitą kadencją, do której przez lata przyzwyczaił kibiców? Powrót Króla zakończy się porażką, ale porażką która w żaden sposób nie przekreśli jego wcześniejszych sukcesów i nie odbierze mu sławy jednego z najlepszych kolarzy w historii.

Po czwarte, CZEKAMY LANCE! :-)
09:35, alberto.contador , Lance Armstrong
Link Komentarze (2) »
środa, 13 sierpnia 2008
W ciągu pięciu dni olimpijskich zmagań nasi reprezentanci całkowicie już oswoili kibiców. Z porażkami, rzecz jasna. Czarę goryczy przelały siatkarki. Awans do ćwierćfinału jest jeszcze możliwy, ale nie zależy już od samych zawodniczek, potrzeba również „szczęśliwego zbiegu okoliczności”. Tylko, że poza wieloma czysto sportowymi atutami, brakuje nam w Pekinie również szczęścia. Ono podobno sprzyja lepszym. A gorszym najwyraźniej tylko wtedy kiedyś ktoś w górze obsługujący konsolę z napisem szczęściem, wciśnie zły przycisk.

Oswajamy się z kolejnymi porażkami. Zaczynają nas cieszyć awanse do ćwierćfinałów, liczymy na repasaże, a jak się nie uda to polscy sportowcy z pewnością jakoś ładnie nam to wytłumaczą. Awanse do ćwierćfinałów zaczynamy fetować prawie jak medale. Wiadomo na bezrybiu... Jeszcze kilka dni niepowodzeń i zaczniemy prowadzić tabelę pt. „awanse do 1/4 finału” zamiast medalowej. Bo w tej ostatniej za szybko chyba nie zaistniejemy... Nie liczyliśmy, wbrew dmuchanemu od miesięcy medialnemu przedstawieniu, na worek medali, ale chyba nawet najgorsi pesymiści nie przewidywali ZEROWEGO konta medalowego po pięciu dniach igrzysk. Oczywiście przed nami jeszcze wiele polskich startów, medale pewnie będą, ale raczej w śladowej ilości. Polskę będzie można znaleźć gdzieś pod koniec tabeli. Między państwami, których medaliści olimpijscy z miejsca zostają obwoływani bohaterami narodowymi. O optymizm trudno, bo gdzie niby mamy te medale zdobyć – raczej nie na lekkoatletycznej bieżni...

I jakoś w ogóle nie interesuje mnie co będą miały do powiedzenia siatkarki, co powie Bonitta o swoim przebiegłym planie pt. „Liczy się trzeci mecz”. Uwierzę przecież w każde tłumaczenie, jestem kibicem oswojonym.
20:24, alberto.contador , IO Pekin
Link Komentarze (3) »
wtorek, 12 sierpnia 2008
Fabian Cancellara

Właściwie tytuł tejże notki winien brzmieć: „Kto jutro wygra czasówkę i dlaczego właśnie Cancellara?”. Jego pokaz siły w sobotnim wyścigu ze startu wspólnego, kiedy to samotnie dogonił uciekającą dwójkę kolarzy, budzi respekt. Szwajcar wydaje się być doskonale przygotowany do olimpiady. Na pewno rozochocił go brązowy medal zdobyty w sobotę. Obecnie jest najwybitniejszym czasowcem w światowym peletonie, dwukrotnym mistrzem świata i jego pozycji zagrozić może chyba tylko...

Niemiec Stefan Schumacher.

Jego dwa zwycięstwa na etapach jazdy indywidualnej na czas podczas lipcowego Tour de France były niespodzianką, jeśli nie sensacją. Kolarz znany dotychczas głównie ze zwycięstw w wyścigach jednodniowych lub w krótkich etapówkach, nagle pobił i to dwukrotnie, wszystkich specjalistów od czasówek. I to na najtrudniejszym kolarskim wyścigu świata!

Jeżeli założyć, że właśnie ta dwójka rozstrzygnie między sobą sprawę złotego medalu, to kandydatów do brązu jest bardzo wielu. Ja stawiam na brązowego medalistę ostatnich mistrzostw świata Holendra Stefa Clementa. Jak będzie, zobaczymy jutro od 7:30, oczywiście w towarzystwie „Jedynych Polaków Którzy Jak Na Razie Reprezentują Olimpijską Formę”. Mowa oczywiście o redaktorach Jarońskim i Wyrzykowskim z Eurosportu.

I właściwie na koniec mogę napisać ch.. tam z Cancellarą, niech złoty medal zdobędzie choćby Hossein Askari z Iranu. Byłoby mi to obojętne, gdyby w finale 200 metrów stylem motylkowym medal zdobył Paweł Korzeniowski. Choćby brązowy. Ciężko o optymizm, bo Polak wszedł do finału z ósmym czasem, no ale przecież kiedyś LOS SIĘ MUSI ODMIENIĆ!

21:44, alberto.contador , IO Pekin
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 sierpnia 2008
Kibice kolarstwa mają za sobą już połowę olimpijskich emocji. Polscy kibice mogą być zadowoleni. Przy tej beznadziei jaką na razie karmią nas polscy sportowcy, przyzwoite miejsca Przemysława Niemca i Pauliny Brzeźnej to jedne z jaśniejszych punktów w naszej ekipie. Wiadomo, że 8. czy 16. miejsce to nie medal, ale wobec sytuacji polskiego kolarstwa to chyba wszystko na co stać naszych najlepszych. Możemy liczyć jeszcze na przyzwoity występ Mai Włoszczowskiej w MTB, ale medal jest mimo wszystko poza jej zasięgiem.

I trochę odstąpię od tematu tego bloga, bo nie ma sensu analizować zwycięstw Samuela Sancheza czy Nicole Cooke, jak również porażki mojego faworyta – Paolo Bettiniego, ale można wystąpić z wnioskiem o wycofanie polskich sportowców z olimpiady. Niech się już dłużej nie kompromitują! Kibice nie oczekiwali worka medali, ale jak na razie to żaden z naszych sportowców nie zbliżył się nawet do podium. Wbrew szumnym zapowiedziom o tym w jakiej to są formie, jak przygotowani i tak dalej i tak dalej. I jak czytam wypowiedź Gruchały po dzisiejszej kompromitacji, to mnie krew zalewa, cytuję:

„Nigdy jeszcze nie przegrałam z tą Rosjanką. Jest ode mnie młodsza i bardziej chętna do zwycięstw. Ja już dużo osiągnęłam w sporcie. Jestem zadowolona ze swojej kariery, ale czuję już zmęczenie. Trzeba przyznać uczciwie, że ostatnie dwa lata miałam słabe, nie wiodło mi się w startach indywidualnych. W zeszłym roku towarzyszyły mi kontuzje ścięgna achillesa. Do końca jednak wierzyłam, że będę w stanie wrócić do formy sprzed lat. Nie chcę powiedzieć, że to ostatnie igrzyska, albo że kończę karierę, ale nie mam już w sobie tego "walczaka" co kiedyś. Trenuję już 16 lat, żyję cały czas pod presją. Jestem kobietą, mam 27 lat i chciałabym w życiu robić coś innego, mam plany, marzenia. Być może zrobię sobie rok przerwy, nie wiem jeszcze. Zdecyduję po igrzyskach. Teraz mam trzy miesiąca wolnego, zastanowię się nad wszystkim.”

A że tak spytam – czy pani Gruchała nie mogła nam o tym powiedzieć przed Igrzyskami? Chyba mogła. Bo teraz to wygląda, że pojechała do Pekinu na wycieczkę za nasze pieniądze. Bo ani formy, ani chęci zwycięstwa, ani „walczaka”. Może się uda coś ugrać i jakiś kontrakt reklamowy jeszcze wpadnie, a potem już będzie można oddać się pieluchom i kuchni, jeżeli dobrze interpretuję słowa Gruchały.

Napisałem o naszych pieniądzach, które poszły na przygotowanie tzw. olimpijczyków. Oczywiście stara zasada mówi, że jak coś jest nasze to tak naprawdę jest niczyje, więc nie będę apelował o to, żeby ci polscy sportowcy którzy wypadli na igrzyskach fatalnie zwrócili pieniądze, które poszły na przygotowania, a okazały się pieniędzmi wyrzuconymi w błoto. Swoją drogą prezes Nurowski będzie miał w tym roku w kasie sporą nadwyżkę, czego na pewno się nie spodziewał. Nadwyżka mogłaby być jeszcze okazalsza, gdyby na przykład polscy sportowcy wracali z Pekinu pieszo. I tak Klejnowska mogłaby sobie zarzucić na ramię dżudokę Wiłkomirskiego i ruszyć przez azjatyckie bezdroża do ojczyzny. A gdyby zechcieli udać się w przeciwnym kierunku, to jakiś polski pływak na pewno przerzuci ich przez Pacyfik i Atlantyk...

PS Mam wielką nadzieję, że za kilka dni przyjdzie mi pokornie odszczekać powyższe słowa, że w końcu Polacy zdobędą kilka medali, czego i Wam życzę.
13:48, alberto.contador , IO Pekin
Link Komentarze (18) »
piątek, 08 sierpnia 2008

Niech zakończy karierę w naprawdę WIELKIM STYLU -  FORZA IL GRILLO!

Paolo Bettini


22:27, alberto.contador , IO Pekin
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 sierpnia 2008

Podsumowania tegorocznego Tour de France część druga i zarazem ostatnia.

Alfabet TdF cz. 2

M - Mienszow

Denis MienszowKolejny faworyt, który zawiódł. Co prawda mnie ten zawodnik nigdy nie przekonywał (mimo dwóch zwycięstw w Vuelcie), i włączyłem go do grupy własnych faworytów, ale nieco na wyrost. Rosjanin nie pokazał na tegorocznym Tourze kompletnie nic. Niby próbował atakować (pechowy upadek tuż po tym jak odjechał z czołówki na etapie z metą w Prato Nevoso), niby jedyny (co prawda tylko przez krótki czas) dotrzymał kroku Sastre po jego ataku na L’Alpe d’Huez, ale jak na swoje możliwości słabo pojechał obie czasówki i dlatego w klasyfikacji generalnej znalazł się tuż za podium. Mienszow ma co prawda dopiero 30 lat i jeszcze kilka lat ścigania się przed nim, ale i on (podobnie jak Valverde i Cunego – o czym poniżej) wypadł z grupy zawodników mogących zwyciężyć w TdF.

N – Na czas

Obie czasówki na tegorocznym Tourze wygrał dość niespodziewanie Stefan Schumacher z drużyny Gerolsteiner. W ten sposób dołączył do elitarnego grona (m.in. Armstrong, Merckx) kolarzy, którzy na TdF wygrali w jednym roku wszystkie etapy jazdy indywidualnej na czas. W ogóle Niemiec może uznać ten wyścig za bardzo udany. Jechał w żółtej koszulce, którą stracił w pechowych okolicznościach. Samotnie uciekał na najtrudniejszych górskich etapach. Takich kolarzy lubią wszyscy kibice. Jeżeli tylko utrzyma wysoką formę do Igrzysk, to obok Fabiana Cancellary będzie należał do głównych faworytów do olimpijskiego złota w jeździe indywidualnej na czas.

O - Ostatni

Wim VansevenantOstatnie miejsce w klasyfikacji generalnej zajął Belg z grupy Silence-Lotto - Wim Vansevenant, zresztą po raz trzeci z rzędu. Sam kolarz jest bardzo zadowolony ze swojego wyczynu, tym bardziej że jest to osiągnięcie rekordowe. Do Carlosa Sastre stracił prawie cztery godziny, czyli średnio tracił do najlepszych „zaledwie” 11 minut na etap. Zważywszy na wiek kolarza (37 lat) był to chyba jego ostatni występ w TdF. A może jednak za rok zdecyduje się ponownie „powalczyć” o sławę, kobiety i pieniądze ;-)

P - Polak

Sylwester SzmydDebiutujący na trasie Tour de France Polak, Sylwester Szmyd zajął w klasyfikacji generalnej 25 miejsce tracąc do zwycięzcy ponad 44 minuty. Pozycja Polaka mogłaby być wyższa, gdyby nie konieczność wspomagania swojego lidera Włocha, Damiano Cunego. Pomoc Szmyda okazała się pracą na marne, bo Cunego pojechał Tour fatalnie. Mam nadzieję, że podobnie jak Valverde wreszcie wypadnie w przyszłych latach z grona faworytów. W przyszłym roku Szmyd będzie jeździł w ekipie Liquigas, gdzie będzie pomocnikiem powracającego po dyskwalifikacji Ivana Basso. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku lider jego drużyny będzie w stanie skorzystać z jego ciężkiej pracy.

R - Rozczarowanie

A właściwie Rozczarowanie jak Ricco. Takich jak on powinno się rozstrzeliwać bez sądu. I to nawet nie za stosowanie niedozwolonych środków, ileż za głupotę. Koniec. Kropka.

S – Sprinterzy

O nowej gwieździe sprintu – Marku Cavendishu, już było w części poprzedniej. Zieloną koszulkę w klasyfikacji punktowej zdobył doświadczony Hiszpan – Oscar Freire, a bez zwycięstwa etapowego musieli się obyć w tym roku tak wybitni sprinterzy jak Erik Zabel czy Robbie McEwen. Szczególnie żal mi tego drugiego zawodnika, który zawsze budził mój podziw zwycięstwom które odnosił bez wsparcia własnej drużyny. Wykorzystywał swój spryt, szybkość i szósty zmysł, dzięki którym w ostatniej chwili wyskakiwał zza pleców rozprowadzanego faworyta i wygrywał etap.

T - Taktyka

Czy taktyka nakreślona przez dyrektorów sportowych zabija kolarstwo? Czy pełna kontrola wyścigu poprzez radiową łączność dyrektorów z zawodnikami, odziera ten sport z tej dawki romantyzmu lat minionych? W przeciwieństwie do redaktorów Jarońskiego i Wyrzykowskiego nie pamiętam kolarstwa sprzed „epoki nowych technologii”, mam jedynie krótkie flashbacki z Wyścigu Pokoju, ale mimo tej formy kolarstwo nadal wydaje mi się pięknym sportem. I gdyby nie kontakt radiowy dyrektora sportowego CSC – Bjarne Riisa z zawodnikami, to odniesienie zwycięstwa przez Carlosa Sastre byłoby dużo trudniejsze. Nie trudno wyobrazić sobie jakie komendy przekazywał Riis swoim zawodnikom w decydujących momentach: „Słabie Cunego, Jens tempo, tempo”, „Odpada Valverde, Fabian daj z siebie wszystko”, „Carlos ma dwie minuty przewagi, Andy pilnuj Kohla i Evansa” itd. itd. Powrotu do romantycznego ścigania, kiedy etap wygrywał przypadkowo zawodnik wysłany przez pozostałych w poszukiwaniu studni z wodą już nie ma i nie będzie. Niestety?

U - Ucieczki

Ucieczek na tegorocznym Tourze nie brakowało. Celowali w nich głównie Dzielni Francuzi, dla których była to jedyna okazja do zaprezentowania się szerszemu gronu kibiców. Większość ucieczek była całkowicie kontrolowana przez peleton, który albo całkowicie odpuszczał ucieczkę, albo w decydującym momencie zabierał się do pracy tak żeby dogonić uciekających przed końcem etapu (czego ofiarą padł Francuz Nicolas Vogondy na 5. etapie, doścignięty kilkadziesiąt metrów przed metą).

V – Valverde Alejandro

Żółty rower Alejandro ValverdePrzegrany, który nie pokazał kompletnie nic. No, może poza zwycięstwem na pierwszym etapie i... żółtym rowerem, który teraz powinien z pokorą oddać Carlosowi Sastre. I na dodatek już się odgraża, że wróci w przyszłym roku. Pytanie tylko po co? Niech się skupi (o co apeluję już od dłuższego czasu) na wiosennych klasykach, tygodniowych wyścigach etapowych i mistrzostwach świata! W Vuelcie może ewentualnie wystartować. Choć w tym roku chyba tylko po to, żeby sobie obejrzeć plecy Contadora. Swoje (nie bójmy się słów!) wybitne możliwości w wyścigach jednodniowych pokazał w niedzielę wygrywając prestiżowy Clásica San Sebastian, co każe w nim właśnie upatrywać kandydata do złota w Pekinie.

W – Wyrównanie poziomu

Jeszcze raz odwołam się do Szanownych Redaktorów Jarońskiego i Wyrzykowskiego, którzy twierdzą że obecnie w zawodowym peletonie nastąpiło wyrównanie poziomu spowodowane tym, że światowa czołówka kolarzy przestała stosować środki dopingujące. Teoria to odważna, trzeba przyznać. W każdym razie bez względu na przyczyny owego wyrównania poziomu, dzięki temu Tour de France stał się jeszcze bardziej interesujący i ciekawy dla kibiców. Jestem i byłem wielkim fanem Lance’a Armstronga, ale faktycznie (szczególnie w roku 2004 i 2005) jego zwycięstwa były w pełnie skontrolowane i odniesione z taką przewagą nad resztą stawki, że momentami oglądanie tego stawało się nudne. Oczywiście nie chciałbym, żeby w komentarzach rozgorzała dyskusje, co Armstrong brał, a czego nie, i skąd brały się jego miażdżące zwycięstwa w TdF.


Z - Zwycięzca

 

Carlos Sastre

Last but not least, czyli tegoroczny zwycięzca Hiszpan Carlos Sastre z drużyny CSC, o którym napisano już tak wiele, że trudno będzie mi wymyślić cokolwiek oryginalnego. W każdym razie ten skromny kolarz (zupełne przeciwieństwo np. Armstronga) z okolic Madrytu na swoje zwycięstwo całkowicie zasłużył. Przez wiele lat był pomocnikiem najlepszych, na zakończenie kariery zdobył kolarski szczyt. Szkoda, że ze względu na wiek, nie ma szans na zbliżenie się do osiągnięć Induraina, ale i tak w przyszłym roku będzie należał do głównych faworytów. A jego walka z Młodym Gniewnym – Alberto Contadorem zapowiada się fascynująco. Ale to dopiero za rok. Na szczęście są jeszcze igrzyska olimpijskiego, Vuelta, Tour de Pologne i mistrzostwa świata – tematów do pisania nie zabraknie, już teraz zapraszam.

 

14:07, alberto.contador , Tour de France
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 28 lipca 2008

Całkowicie subiektywne podsumowanie tegorocznego Tour de France, część pierwsza.

Tour de France

 

A – Astana

Alberto Contador największy nieobecnyNajwięksi nieobecni tegorocznego TdF. Chodzi głównie o jeżdżącego w barwach tej drużyny ubiegłorocznego zwycięzcę Hiszpana Alberto Contadora. Karząc drużynę za grzechy z zeszłego roku, odebrano Contadorowi szansę na rozpoczęcie nowej dynastii. Swój pierwszy tryumf odniósł w wieku 25 lat, więc teoretycznie miał szansę nawet na pobicie Lance’a Armstronga (7 zwycięstw). Jeżeli światowym peletonem nie wstrząśnie kolejna kazachska afera, a Sastre nie okaże się kolejnym Landisem – to w przyszłym roku czeka nas fascynujący, bratobójczy pojedynek o zwycięstwo w 96. Tour de France.

W kontekście nieobecności Astany w wyścigu, trochę niezrozumiała jest decyzja organizatorów w sprawie Bjarne Riisa. W zeszłym roku, po przyznaniu się do stosowania jako zawodnik dopingu, Duńczyk został ogłoszony persona non grata, a już rok później chyba wszystkie jego grzechy zostały mu odpuszczone, skoro szef ekipy CSC dumnie paradował po Polach Elizejskich.

B – Bracia Schleck

Frank i Andy SchleckNajlepsi bracia w światowym peletonie. Mądrze prowadzeni przez Bjarne Riisa. Starszy – Frank (28 lat) ma już spore doświadczenie, młodszy – Andy (23 lata) większy talent, razem mogą dokonać wiele. O ile nie zmienią drużyny jeszcze co najmniej przez rok skazani są na pomaganie w TdF Carlosowi Sastre, ale zwycięstwo jednego z nich w Giro lub Vuelcie nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem. Życzę im oczywiście jak najlepiej, ale w którymś momencie ich osobiste ambicje mogą zniszczyć nawet tę doskonale działającą braterską współpracę. Na razie Andy głównie pracuje na Franka, ale czy kiedy talent Andy’ego wybuchnie w pełni, Frank będzie gotowy poświęcić się dla młodszego brata?

Przy tej okazji można zapytać, jak to się dzieje, że kraj który liczy niespełna 500 tysięcy mieszkańców ma w światowej czołówce trzech kolarzy (obok braci Schlecków, również Kim Kirchen)? O podobnym stosunku w przypadku naszego kraju nie warto nawet marzyć...

C – Cavendish Mark

Mark CavendishNowa gwiazda kolarskiego sprintu, zwycięzca czterech etapów tegorocznego Touru. Pewnie gdyby nie konieczność przygotowań do olimpiady w Pekinie (Cavendish jest członkiem brytyjskiej ekipy kolarzy torowych), młody Anglik (23 lata) przejechałby Alpy i walczył o kolejne zwycięstwa na mecie etapów, a nawet mógłby zagrozić liderowi klasyfikacji punktowej Hiszpanowi – Oscarowi Freire. W każdym razie w przyszłym roku olimpiady nie będzie, a Cavendish będzie głównym faworytem w walce o zieloną koszulkę dla najlepszego sprintera. A być może odniesie również prestiżowe zwycięstwo na mecie ostatniego etapu w Paryżu.

D – Drużyna

Drużyna CSC na czeleCarlos Sastre, Kurt-Asle Arvesen, Fabian Cancellara, Volodimir Gustov, Stuart O'Grady, Andy Schleck, Fränk Schleck, Nicki Sørensen, Jens Voigt, czyli drużyna CSC-Saxo Bank. Zwycięzcy klasyfikacji drużynowej, zdecydowanie najsilniejsza ekipa w stawce, wspomagani przez świetnego taktyka, dyrektora sportowego Duńczyka Bjarne Riisa. Siła tej ekipy dorównywała tym, które pomogły w siedmiu tryumfach Armstronga. Doskonała praca jaką wykonali m.in. Jens Voigt, Fabian Cancellara czy Andy Schleck w dużej mierze przyczyniła się do zwycięstwa Carlosa Sastre w klasyfikacji generalnej. Dodatkowo dołożyli do tego białą koszulkę w klasyfikacji zawodników do lat 25 dla Andy Schlecka oraz dwa zwycięstwa etapowe – Sastre i Arvesen.

E – Evans Cadel

Chiara Evans pociesza mężaNajwiększy faworyt przed startem oraz największy przegrany na mecie w Paryżu. Po raz kolejny okazał się zawodnikiem kompletnie niezdolnym do ataku. Chybiona okazała się również jego taktyka kontrolowania wyścigu. Popełnił błąd na podjeździe pod L’Alpe d’Heuz, kiedy skupił się tylko na pilnowaniu Franka Schlecka, puszczając atak Carlosa Sastre. Kiedy zaczął gonić Hiszpana było już za późno. W ostatniej czasówce pojechał poniżej oczekiwań, kiedy to większość fachowców spodziewała się, że bez kłopotów odrobi stratę do kolarza CSC i przedostatniego dnia założy ponownie żółtą koszulkę lidera, którą dowiezie na metę w Paryżu. Odrobił zaledwie 30 sekund. W przyszłym roku znowu będzie zaliczany do głównych faworytów i pewnie znowu skończy się tylko na podium. Jako małe usprawiedliwienie dla Australijczyka należy podkreślić słabą jazdę jego ekipy Silence-Lotto. Wybitny sprinter Robbie McEwen nie wygrał żadnego etapu, a najważniejszy pomocnik Evansa – Ukrainiec Jarosław Popovych w Alpach i Pirenejach nie udzielił swojemu liderowi żadnego wsparcia, skazując go na samotną walkę z ekipą CSC.

F – Francuzi Dzielni

Chavanel na mecie 19.etapuHasło „Dzielni Francuzi” stało się tegorocznym hitem komentatorskim duetu Jaroński & Wyrzykowski. Najlepszy z Francuzów w klasyfikacji generalnej – Sandy Casar, uplasował się na 14. miejscu. Dzielni Francuzi zabierali się do prawie każdej ucieczki, co przyniosło im trzy zwycięstwa etapowe (Samuel Dumoulin, Cyril Dessel, Sylvain Chavanel) oraz przez moment żółtą koszulkę dla Romaina Feillu. Na Polach Elizejskich Chavanel zdobył również „czerwony numer” dla najbardziej agresywnego kolarza całego wyścigu. Nawet jeśli na skutek afery Ricco oraz wpadek dopingowych z lat poprzednich, nie można mówić o kryzysie Tour de France, to francuskie kolarstwo chyba w kryzysie tkwi od kilku już lat. I aż chciałoby się powiedzieć: daj nam Boże taki kryzys!

G - Góral

Bernhard Kohl - najlepszy góral TdFO ile zwycięstwo w klasyfikacji górskiej Austriaka Bernharda Kohla jest jedynie niespodzianką, o tyle jego miejsce na podium można uznać za sensację. Nawet przed sobotnią czasówką niewielu wierzyło, że Kohl będzie w stanie odeprzeć atak najlepszych czasowców i utrzymać miejsce w pierwszej trójce. Austriak pojechał rewelacyjnie przegrywając z Evansem jedynie o szesnaście sekund. Jak na kolarza, Austriak jest młody (26 lat), co każe zastanowić czy są to narodziny nowej gwiazdy światowego kolarstwa (bo w Austrii jest już bohaterem narodowym), czy tylko jednorazowy wyskok? To pokaże przyszłość i tylko należy liczyć na to, że nadspodziewanie dobra jazdy Kohla w Tourze nie okazała się być skutkiem używania... (dobrze wiecie czego!).

J – Jaroński Tomasz & Wyrzykowski Krzysztof

Krzysztof Wyrzykowski i Tomasz Jaroński„Nie bójmy się słów” – to najlepsza para komentatorów sportowych w Polsce. Fachowość, dowcip, cięte riposty, miłość do kolarstwa słyszalna od pierwszego zdania, opowieści o „zameczkach” na trasie Touru to wszystko sprawia, że nawet kilkugodzinna transmisja mija szybko i nie jest tylko obrazkiem dwustu kolarzy bez sensu pedałujących do mety. W tym roku zabrakło co prawda „kulinarnej podróży przez Francję” oraz słynnego już: „rach, ciach, ciach!”, ale być może słynne zawołanie red. Wyrzykowskiego usłyszymy w Pekinie?

Zamiast podsumowania sytuacja z pierwszego etapu, kiedy to po jednej z kraks Wyrzykowski powiedział coś takiego: „Zobacz Tomku jak ci kolarze się szybko podnoszą po tej kraksie. Jakby się tu piłkarz wywrócił to by leżał potem trzy tygodnie.”

P.S. A za prezentację Paryża na ostatnim etapie, Krzysztof Wyrzykowski powinien od władz tegoż miasta otrzymać dożywotnią żółtą koszulkę w dziedzinie promocji! Nie bójmy się słów! :-)

K – Kibice

Kontynuując myśl przewodnią z poprzedniego hasła o „nie baniu sie słów“, można ze spokojem stwierdzić, że żadna afera dopingowa, czy co tam jeszcze na ten wyścig spadnie, nie zniechęci tych tysięcy kibiców z całego świata, którzy rokrocznie dopingują kolarzy. Jest to chyba największy fenomen Touru (a także innych wyścigów kolarskich) – tysiące ludzi czekający w upale, godzinami na widowisko, które trwa od kilku do kilkudziesięciu sekund! A pomysłowość kibiców w ozdabianiu trasy TdF wznosi się wysoko ponad Alpy.

Carlos Sastre pierwszy na L'Alpe d'HeuzL – L’Alpe d’Heuz

Właśnie na tych legendarnych 21. serpentynach rozstrzygnął się tegoroczny Tour. Ekipa CSC skutecznie rozerwała peleton przygotowując teren pod atak dla Carlosa Sastre. Na atak ten odpowiedział początkowo tylko Rosjanin Denis Mienszow, ale i on szybko stracił dystans do Hiszpana. Taktycznie ten etap ekipa CSC rozegrała po mistrzowsku. Pewnie gdyby atak Sastre okazał się nieskuteczny to zaatakowałby Frank Schleck. Atak Sastre okazał się jednak dla pozostałych faworytów nokautujący. Hiszpan zyskał nad nimi ponad dwie minuty przewagi, które obronił w czasówce na przedostatnim etapie.

11:37, alberto.contador , Tour de France
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 21 lipca 2008
Pierwszy alpejski etap na tegorocznym Tourze nie zawiódł fanów kolarstwa. Było w nim wszystko za co kibice kochają tę dyscyplinę sportu: bohaterska ucieczka czwórki kolarzy, ataki na podjazdach, walka faworytów o każdą sekundę, nie obyło się również niestety bez kraks na niebezpiecznych zjazdach. Tym razem pecha miał zwycięzca TdF sprzed dwóch lat – Oscar Pereiro, który z podejrzeniem złamania obojczyka został odwieziony do szpitala.

ChiaraCzekająca na mecie etapu żona Cadela Evansa – Chiara, musiała być, podobnie jak sam kolarz, zawiedziona utratą żółtej koszulki. Evans do nowego lidera – Franka Schlecka traci zaledwie osiem sekund, ale przed nim jeszcze dwa górskie etapy, na których będzie musiał odpierać wściekłe ataki całej grupy rywali. Różnica między pierwszym a szóstym zawodnikiem w klasyfikacji generalnej wynosi zaledwie 49 sekund, co zwiastuje wielkie emocje. Z tej szóstki zawodników połowa jeździ dobrze na czas (Evans, Mienszow, Vande Velde), natomiast pozostali (F.Schleck, Kohl, Sastre) muszą upatrywać swojej szansy właśnie na górskich podjazdach.

Bernhard KohlNawet dla znawców kolarstwa niespodzianką jest obecność w tej szóstce Austriaka Bernharda Kohla (Gerolsteiner) oraz Amerykanina Christiana Vande Velde (Team Garmin). Atak Kohla na podjeździe pod Prato Nevoso miał decydujące znaczenie dla całego etapu. Austriackiemu kolarzowi chodziło głównie o punkty na premii górskiej, a tymczasem został wiceliderem wyścigu ze stratą zaledwie siedmiu sekund do Schlecka. Kohl nie ma nic do stracenia, w swoim kraju jest już pewnie bohaterem narodowym, i na pozostałych górskich etapach powinien zaatakować pozycję lidera.

Nowy lider TdF - Franck SchleckChristian Vande Velde był dotychczas znany jako dobry czasowiec i pomocnik najlepszych w ekipach U.S. Postal oraz CSC. Amerykanin, który co prawda próbował atakować na 15. etapie, ale jego atak został szybko skasowany przez rewelacyjnego tego dnia – Andy Schlecka. To właśnie swemu bratu Frank Schleck w dużej mierze zawdzięcza żółtą koszulkę lidera, który najpierw z pomocą kolegów z ekipy – Voigta i Cancellary, a potem samotnie, rozerwał na ostatnim podjeździe peleton, i zgubił dotychczasowego lidera Evansa. W ekipie CSC na kolejnych etapach może pojawić się problem przywództwa. Czy cała drużyna solidarnie, razem z 6. w klasyfikacji generalnej Carlosem Sastre, będzie pomagać Frankowi Schleckowi, czy też Sastre dostanie wolną rękę i zawodnicy CSC stoczą bratobójczy pojedynek, na którym skorzysta ktoś inny? Tę wątpliwość powinien rozstrzygnąć już jutrzejszy etap z dwoma potężnymi podjazdami pod Col de la Lombarde i Cime de la Bonette-Restefond.

Na zakończenie warto podkreślić bardzo dobrą jazdę na 15. etapie Sylwestra Szmyda. Polak zajął na nim 16. pozycję i w klasyfikacji generalnej awansował na 33. pozycję. O awans np. do pierwszej dwudziestki będzie bardzo ciężko, ale może Szmydowi uda się zabrać w jakiejś ucieczce, i na którymś z pozostałych górskich etapów powalczy o życiowy sukces jakim byłoby zwycięstwo etapowe na największej kolarskiej imprezie. Nie muszę dodawać jak polskiemu kolarstwu choćby taki sukces jest potrzebny.
11:22, alberto.contador , Tour de France
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
statystyka